Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
1. Kolejny początek.

1. Kolejny początek.

Pierwsze opowiadanie, a zarazem moja praca w ostatnim konkursie o tematyce dowolnej. Swoją drogą- uwielbiam mieć wolny wybór. Końcówka nie jest najlepsza, ale mimo to życzę miłej lektury ;)
----------------------------------------------
Wolność.
To było pierwsze słowo, które przyszło mu na myśl poza murami. Wypowiedział je na głos. Nie chodziło nawet o to, żeby inni też wiedzieli, ale o to, by on sam uwierzył. Właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale doszedł do wniosku, że słowo mówione materializuje swoje znaczenie. Pomylił się. Zaskoczyło go to pierwsze odczucie. Myślał, że od razu poczuje się swobodnie, że zrobi tylko jeden krok i to wystarczy by wpaść w tok nowego życia. Tymczasem okazało się, że ten krok jest bardziej złożony. Jak to możliwe, że ktoś, kto siedział dziesięć lat za zabójstwo, ma jakieś ludzkie odczucia?
Zdał sobie sprawę, że chyba za długo stoi w jednym miejscu. Przez cały czas ściskał w rękach podniszczoną torbę i patrzył gdzieś przed siebie. Co go czekało? W najgorszym przypadku ubranie w czarno- białe pasy. Nie. Tego nawet nie brał pod uwagę. Nie był już tamtym kretynem z orzeszkiem zamiast mózgu i psychiki. Ruszył przed siebie, choć praktycznie nie pamiętał już tych ulic. Najwyższy czas zacząć wszystko od nowa. Z kilkoma dolarami w kieszani wytartych jeansów i wysłużoną walizką u boku.
Przeklął pod nosem, wychodząc z zadymionego pubu.
Nawet w podrzędnym, tanim lokalu nie było ani kawałka wolnej posady. Nic..
Chciał zacząc nowe życie, a żeby zacząć nowe życie musiał znaleźć pracę, a żeby znaleźć pracę musiał wejść do tego cholernego pubu. Zniżył się do takiego poziomu i jeszcze go, mówiąc delikatnie, wykopali.
Zaraz, zaraz.. do jakiego poziomu?
Splunął na chodnik.
Przecież ty właśnie próbujesz zdobyć jakikolwiek poziom..
Mijały godziny spędzone w samotności. Nie miał u kogo się zatrzymać. Wprawdzie pamiętał starych znajomych, ale to nie wydawało mu się być najlepszym rozwiązaniem.
Przez dziesięć lat spędzonych w więzieniu nauczył się sterować wspomnieniami. Wyrzucał z głowy myśli, które mu się nie podobały. Teraz zrobił to samo. W końcu obiecał sobie, że zaczyna nowe życie.
Trzeci dzień na wolności. Stan konta: dziesięć dolarów. Stan fizyczny: potargane włosy, brudne ubranie i tektura zamiast podeszwy.
Stan psychiczny: fatalny.
Był w kropce. Zaczął się nawet zastanawiać czy w więziu nie było mu czasem lepiej. Miał gdzie spać, co jeść... A teraz? Wyrzucano go skąd się tylko dało. Nie miał pieniędzy na więcej niż jedną noc w najtańszym hotelu. Drugi dzień spał na dworcu. Cholera, to wszystko brzmiało jak scenariusz jakiegoś durnego filmu o ludziach ukaranych przez los. Na dodatek niektórzy wytykali go palcami i szeptali "morderca". Myślał, że sie nie przejmie. Myślał, że jest twardy. Ale nie mógł zaprzeczyć, że .. te słowa go raniły.
Ostatnia próba. Tak, obiecał sobie, że to będzie ostatni raz kiedy spyta o pracę. Jeśli się nie uda..
- Czego pan tu szukasz?- Przerwał mu rozmyślania kobiecy głos. Jego właścicielka nie wyglądała na wykształconą i nie brzmiała jakby była wykształcona.
Skończył rozglądać się po nieciekawym lokalu, poczym przyjrzał się jej od stóp do głów. Była w podeszłym wieku, nieco zgarbiona i niewysoka. Tłuste, farbowane na czarno kosmyki włosów wysuwały się jej z kucyka, a ciemne oczy spoglądały twardo wprost na niego.
- Pracy.- Odrzekł krótko.
- Nie ma.
Właściwie tego się spodziewał.
- Musi być. Może sprzątanie albo..
- Nie ma.- Powtórzyła.- Dla morderców nigdy się nie znajdzie.
Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Nie miał pojęcia co zobaczyła w jego ale wyciągnęła spod lady pistolet.
- Wynoś się pan. Byle szybko bo odstrzelę panu łeb.
Nie miał nic do stracenia. Gdyby go wtedy zabiła, i tak nic by po sobie nie zostawił. Może jedynie niemiłe opinie. Spojrzał jeszcze raz na kobietę, poczym pchnął drzwi i szybkim krokiem ruszył przed siebie. Osoba bez powalającego zakresu słownictwa ale za to z pistoletem nasunęła mu pewną myśl. Nie bał się. Niczego nie miał, więc nie mógł niczego stracić.
Wilgotne powietrze muskało go w twarz, rozwiewając włosy. Zachodzące słońce odbijało się na powierzchni rzeki. Nie było wielkiego ruchu, jedynie czasami przez most, na którym stał, przejeżdżał jakiś samochód. Od ładnych paru minut wpatrywał się w horyzont, rozmyślając. W miarę spokojne dzieciństwo. Potem szkoła, dobre oceny, odpowiednie towarzystwo. I w końcu bunt. Nowi znajomi, oczywiście nie tacy, jakich powinien mieć. Narkotyki, alkohol. Ledwie ukończona szkoła i pogrążanie się.. spadanie coraz niżej. Aż wreszcie ta zbrodnia. Zabójstwo. Jakim cudem się do tego posunął? Jak mógł? Czy nie widział w co się wpakował? Teraz nie mógł już cofnąć czasu. Choć nauczył się sterował wspomnieniami, twarz zabitego mężczyzny czasem wkradała się do jego myśli całkiem nieproszona. Nie wiedział czy da radę tak żyć.
Czy da radę w ogóle żyć.
Właśnie. Potrafi?
Postawił sobie prostą, szybką odpowiedź.
Nie.
- To by było na tyle..- Powiedział sam do siebie.- Przykro mi stary, przegrałeś tą walkę.
Przyjął, że to jego ostatnie słowa. Wspiął się na barierkę. Gdy w końcu na niej stanął, spojrzał w dół, gdzie rozciągała się rzeka. Stwierdził, że nie ma na co narzekać, w końcu zawsze na pytanie "jak chciałbym zginąć" odpowiadał sobie, że najlepsze byłoby utopienie się. Z pewnością nie chciałby spłonąć.
Koniec tego myślenia!
Zgiął kolana, zaczynając się żegnać z tym padołem łez. Tak, właśnie tu doprowadziło go życie i właśnie tu miał go zakończyć. Jednak niespodziewanie poczuł czyjeś dłonie na swoim kostkach. Choć czuł, że były niewielkie, trzymały na prawdę mocno. Spojrzał w dół i zobaczył drobną, młodą kobietę.
- Co ty, do cholery jasnej, robisz?- Spytała, patrząc mu prosto w oczy.
- Chyba widać! Możesz mnie puścić?!- Wrzasnął.
- A jak myślisz?
- Nic nie myślę, właśnie mam zamiar popełnić samobójstwo i mam wszystko gdzieś!
Jego własne słowa wydały mu się jakieś.. absurdalne? Duże, zielone oczy kobiety sprawiały, że czuł się jak małolat, uważający, że musi ze sobą skończyć.
- Puścisz, czy mam pociągnąć cię za sobą?!- Krzyknął mimo to. Może trzeba było podejść ją z innej strony.
- Nie zrobisz tego.
Czy ona nie była przypadkiem zbyt pewna siebie?!
- A skąd możesz..
- Proszę, zejdź stamtąd.
- Co ty..
- Ludzie patrzą na nas jak na idiotów.- Oznajmiła dobitnie.
Jakimś cudem jej posłuchał. Jak ona to zrobiła? Dlaczego nie rzucił się w dół, gdy puściła jego kostki i dlaczego niemal potulnie zeskoczył na asfalt?
- Kim jesteś?- Spytał.
- Mam na imię Chariot. A pan niedoszły sambójca?
- Carl.- Odpowiedział, przyglądając się rozmówczyni.- Codziennie przychodzisz tu i łapiesz desperatów za kostki?
Roześmiała się. Wyszło jej to bardzo naturalnie i wcale nie nietaktownie mimo, iż sytuacja wydawała się nieciekawa. Jej rude loki zatańczyły na wzmagającym się wietrze.
- Zdarza się. - Powiedziała.- Jedziesz ze mną?- Spytała po chwili, wskazując na otwartego mini vana.
- Gdzie?
- A gdzie powinieneś?
- W sumie to nie wiem..- Rzekł cicho, odwracając wzrok. Ponownie utkwił go w zachodzącym słońcu.- Nie mam swojego miejsca na tym nędznym świecie, nie mam prawdziwych przyjaciół, ani pieniędzy. Nie mogę znaleźć pracy bo nie zatrudniają... morderców.- Ostatnie słowo wypowiedział z trudem.
Przez chwilę panowała cisza, jeśli nie liczyć odgłosów miasta. Ciężarówka z popularnymi wafelkami przemknęła tuż obok purpurowego auta Chariot.
- Zmieniłaś zdanie? Czyli mogę się jednak rzucić z tego mostu.- Powiedział w końcu, nadal się nie odwracając.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
Tym razem na nią spojrzał. Rudowłosa uśmiechała się lekko i wcale nie wyglądała jakby się nad nim litowała, czy kłamała. Albo była najwspanialszym człowiekiem jakiego spotkał, albo świetnym kłamcą. Jej następne słowa dały Carlowi odpowiedź.
- Wyciągnę cię z tego bagna, nieważne jakie jest głębokie.
Nadal nie wiedział jak ona to robiła. Ale właściwie co? Z trudem powstrzymał się od otworzenia ust ze zdziwenia.
- To jak, jedziemy?- Ponowiła pytanie.
Po woli ruszył w kierunku mini vana.
Co tu się dzieje? Co się ze mną dzieje?
- Wcale nie jesteś takim skurczybykiem, za jakiego się uważasz.- Powiedziała, gdy już siedzieli w środku.
- Skąd to niby wiesz?
- Wiem.
- I to dlatego zgarnęłaś mnie z ulicy? Przecież nie masz pojęcia co mogę zrobić, co mogę..
Nie musiała odpowiadać. Wystarczyło jedno spojrzenie, by pomyślał, że w jego życiu zdarzył się cud.
- Zapomnij o tym, co było. Ufam ci. Jeśli zrobisz to samo w stosunku do mnie.. pozostanie ci tylko sukces.
Przez chwilę wyglądał przez okno, marszcząc czoło.
- Ufam ci.- Szepnął.- Ufam.
Zostawił za sobą zmartwienia, negatywnie nastawionych ludzi i wszystko, co pragnął zostawić. Wreszcie zaczynał nowe życie.



Goodheart. 22/02/2009 13:52:23 [Powrót] Komentuj



Jako, że masz mnie w ulubionych zapraszam na VI rozdział.

Ps. Tekst kopiowany w razie potrzeby usunąć.
Nicole 1/03/2009 22:03:16
bsj69.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 83.29.129.69

człowiek, który próbuje zdobyć jakiś poziom - ten fragment mi się szczególnie podobał. Bardzo fajnie, wydaje mi się, że sporo się różni od pierwotnej wersji, którą mi kiedyśtam wysłałaś. Super. Z tą kobietą to lekki przesadyzm - bardzo nienaturalne jest dla mnie zabieranie nieznajomych morderców do swojego samochodu celem ratowania ich beznadziejnego życia. Chyba, że jest aniołem, heheh. Podejrzewam, że może być kimś z przeszłości, albo rzeczywiście istotą pozaziemską. Lub, bo to dziś na czasi, krwiożerczym wampirem, co to się zakocha... sasasa, nie no, tak tylko nawiązuję do "zmierzchu", o którym coraz głośniej i który może by wypadało przeczytać. I być na czasie. Wracając do opowiadania: kto tu wspominał coś, że "jesteś 100 razy lepsza ode mnie"?!?! Ech, taki mały kłamczuch z ciebie... Miło mi się ciebie czyta. Dobrze, że powstał taki blog z twoimi ogólnymi wypocinami :D ja się zastanawiałam nad przejęciem kupideli - w sensie zabrania pomysłu, ale teraz to ja nie mam czasu na pisanie... Informuj mnie o kolejnych częściach, bardzo łądnie proszę!
K (ta od Słoneczka) 22/02/2009 20:32:50
adqx81.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 79.185.157.81

:O mówiłem już że na pewno masz potencjał? :D chyba tak xD teraz tylko to potwierdziłaś :D
dżejkloc 22/02/2009 15:31:31
87-205-212-255.adsl.inetia.pl | brak www IP: 87.205.212.255