Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Każdy potrzebuje drugiej szansy.

Każdy potrzebuje drugiej szansy.

Trochę się w tym zamotałam ale chyba nie jest najgorzej. Miłego czytania ;)
----------------------------------------------- W domu Felixa Cradeway'a zadzwonił telefon. Chłopak powoli wstał z łóżka i zapalił lampkę nocną, poczym mrużąc oczy, sprawdził która godzina. Było dokładnie piętnaście po pierwszej w nocy. Choć od pierwszego sygnału minęła chwila, telefon wciąż dzwonił. W końcu Felix nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył go do ucha.
- Ta...
- Miałeś rację.- Przerwał mu znajomy, męski głos.- Miłość jest do kitu.
- Rel, o czym ty mówisz?- Spytał ze zdziwieniem.
- Charlotte mnie zostawiła. Została po niej tylko kartka, na której napisała, że nie potrafi żyć w miejscu, gdzie umarła jej matka i że może kiedyś wróci.
- Przykro mi.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła chwilowa cisza.
- Spróbuj ją zrozumieć.- Dodał w końcu Felix.- To musi być dla niej ciężkie.
- Starałem się jej pomóć, byłem przy niej przez cały czas. A jej to nie wystarczyło, rozumiesz?
- Rel...
- Rozumiem, że to jest dla niej trudne. Tylko dlaczego nie chce przyjąć pomocy? Bo, wiesz, ja bym chciał. Wyciągnąłem do niej dłoń, a ona ją odtrąciła.
- Daj jej trochę czasu.
- Skoro odeszła to znaczy, że z nami koniec.
- Słuchaj, pozwól jej się teraz na tym skupić, a potem zobaczycie co będzie dalej. Każdy ma inny sposób na przebrnięcie przez trudne chwile.
Felix ponownie spojrzał na zegar- pokazywał dwadzieścia pięć po pierwszej. Chłopak zaczął śledzić wskazówkę zegara, czekając na odpowiedź przyjaciela.
- Nie mogę spać.- Usłyszał wreszcie.- Przepraszam, że dzwonię tak późno.
- Nie ma sprawy.- Zapewnił Felix, a potem nagle oznajmił: - tak właściwie to Samantha wróciła.
- Co??
- Ubłagała rodziców, by mogła wprowadziłć się do ciotki. Była dziś u mnie, mówiła, że wciąż mnie kocha, że zrozumiała swój błąd i że wróciła bo chce być blisko mnie.
- Wróciliście do siebie?
- To, że z powrotem jest w mieście, nie znaczy, że ja jestem gotowy na ten powrót.
- Rozumiem...- Powiedział Rel.- Czyli obaj wiemy jak to jest mieć złamane serce. Tyle, że Samantha wróciła, a Charlotte na razie nie ma zamiaru.
Rel pomyślał, że ludzie zawszę odchodzą. I jeśli bez zamiaru powrotu, to zawsze ranią. Za każdym razem w naszych sercach pozostaje jakiś ślad. Nienawiść, tęsknota, żal. Odejścia nigdy nie wiążą się z obojętnością, nawet jeżeli czasem uważamy, że tak jest. Nikt z nas nie ma tak twardego serca, by w ogóle się nie przejąć. Czasami jesteśmy szczerzy do bólu. Czasami okłamujemy sami siebie. Jesteśmy pewni, że to odeszło w zapomnienie, ale gdzieś tam w głębi wiemy, że tak nie jest. W naszej naturze nie leży odkładanie problemów na półkę. One za bardzo nas dręczą. Negatywne uczuci trwają w nas do pewnego momentu. Wprawdzie mogą odejść w zapomnienie, ale czy będziemy kochali tak samo? Ufali tak jak wcześniej? Najgorsze w tym, że ludzie odchodzą jest fakt, że możemy ich już więcej nie zobaczyć. Jeśli to ktoś kogo kochamy, nie ma nic bardziej przerażającego. Nie ma nic, co mogło by bardziej przygnębiać.
Felix śnił o przeszłości.
- Lee powrócił do miasta!
"To nie oznacza niczego dobrego"- pomyślał, poczym odwrócił się w stronę chłopaka.
- Komitet powitalny czy karton Snickersów?- Rzucił z ironią.
- Właściwie to ucieszyłbym się z nowej pary 'najek'.
- Co ty tu do diabła robisz?- Spytał, ignorując odpowiedź.
- Starzy zakładają tu biznes. Myślę, że laski bardziej polecą na syna biznesmenów niż gitarzystę z przedmieścia.
Chwycił Lee za przód koszulki i popchnął na ścianę.
- Jeszcze jedno słowo, a zmyję ci ten głupi uśmieszek z twarzy.
- Twoja była dziewczyna na pewno za mną tęskni, chyba nie byłaby zadowolona gdybyś wybił mi zęby. A Tobie przecież zależy na jej szczęściu.
Nie zdoławszy opanować nerwów, z całej siły uderzył rywala z pięści w twarz. Z jego nosa spłynęła strużka krwi.
- Hej, co się tam dzieje?!- zawołał nagle jakiś mężczyzna. Najwyraźniej był strażnikiem miejskim w cywilu.
- Lepiej uważaj.- Warknął Felix, poczym oddalił się szybkim krokiem. Nienawidził się za to, że pozwolił się sprowokować.
**

- Poznałam kogoś.- dobiegł go gdzieś z tyłu głos Sam.
- Co?
- Felix, zależy mi na twojej sympatii ale proszę, zrozum, chciałabym się z nim spotykać.
- Czy ty właśnie ze mną zrywasz?- Spytał, akcentując każdą sylabę, poczym zbliżył się do niej i spojrzał jej w oczy. Po chwili odwróciła wzrok.
- Na to wygląda.
- Jak..
- Poznałam go na kursie hiszpańskiego. Ma na imię Lee.

- Cholera, zaraz połamię ci wszystkie kości!!- Krzyknął na wpół przez sen, zrywając się z łóżka.
- Miłe powitanie.- Usłyszał nagle. Odwrócił się i zobaczył Rela stojącego na progu.
- Hej.- Przywitał się, poprawiając porozrzucaną pościel.- Zaraz, zaraz, która jest godzina?
- Spokojnie, masz jeszcze chwilę czasu. Postanowiłem po ciebie przyjechać, w ramach rekompensaty za nocną pogawędkę. Jestem trochę przed czasem.
- Dzięki, stary.- Felix z uśmiechem poklepał przyjaciela po plecach.- Daj mi dwadzieścia minut.
Rel usiadł na łóżku. Chwilę później usłyszał dobiegające z sąsiedniego pomieszczenia pytanie:
- Czy to jedyny powód?
- Właściwie to chciałem uratować się od spaceru z Sam. Chyba nie jesteś jeszcze gotowy, co?
- Spadłeś mi z nieba.
Charlotte z zamyśleniem wygladała przez okno. Padał drobny deszcz, wiatr rozrzucał poźółkłe liście na wszystkie strony. Zza chmur nieśmiało wyglądało słońce. Pogoda poniekąd odzwierciedlała stan jej duszy. Choć była smutna, chciała znaleźć sposób, by znów się uśmiechać, by być szczęśliwą. Tylko,że jeszcze nie była w stanie.
Chmura całkowicie zakryła słońce, a deszcz stawał się coraz gęstszy. Grube krople uderzały w okno, zamazując pole widzenia.
- Nawet nie wiesz jak za tobą tęsknię.- Wyszeptała, spoglądając na zdjęcie, które trzymała na kolanach. Po jej policzku spłynęło kilka łez. Spojrzała na telefon leżący na biurku. Wciąż był wyłączony. Czekała na zmianę numeru, a nie chciała na razie z nikim się kontaktować. Nie była gotowa by dalej kochać po stracie jednej z najdroższych jej osób. Nie była gotowa na podjęcie ryzyka. Nigdy nie wiadomo kto i kiedy odejdzie następny.
You never know who death will take by the hand next. It can be you. It can be someone you love the most.- głosił napis nad biurkiem dziewczyny. Przywiozła tablicę korkową z cytattami z Hampshire, nie usuwając z niej żadnego. Zamknęła oczy. Nie brała pod uwagę dopisku:
So love people who are still with you. Love them and let them love you. Cause you never know who will be next.
Sam czekała przed domem Felixa już dobre dziesięc minut. Po kolejnym nerwowym spojrzeniu na zegarek postanowiła, że nie może dłużej tam stać. Jednak nagle zauważyła Felixa i Rela, którzy najwyraźniej wyszli frontowymi drzwiami i właśnie wsiadali do samochodu.
- Hej! Felix! Rel!- zawołała, kierując się w stronę podjazdu.- Felix, czekaj!
**
- Nie uważasz, że to będzie chamskie, tak odjechać jej przed nosem?- Zapytał Rel, gdy już wsiedli do auta.
Widząc niezdecydowanie przyjaciela dodał:
- i tak czekała już tak długo, że nie zdąży dojść do szkoły na czas. Jeśli...
- Ok, ok!- Zakrzyknął, wyrzucając ręce w górę, poczym otworzywszy okno, zawołał: - Wsiadaj!
You can't cheat your destiny! You can't walk away from this! - z radia popłynął lekko zachrypnięty głos wokalisty popularnej kapeli. Felix burknął pod nosem coś o ironii losu.
- Cześć.- Przywitała się raczej cicho, ale zdecydowanie, Samantha.
- Cześć.
Przez jakiś czas nikt nic nie mówił. Cała trójka wsłuchiwała się w teksty piosenek.
- Muszę ci przypomnieć, Felix, że mamy teraz razem biologię, więc i tak byś mnie nie uniknął.- Oznajmiła nagle dziewczyna. - Liczę, że porozmawiamy po szkole.
Nic nie odpowiedział, nadal wpatrując się w krajobraz za oknem z posępną miną.
- You can't cheat your destiny...- Zanucił Rel.
Felix modlił się, by pięć minut drogi, które im zostało, mogło upłynąć szybciej. Sam była mu bardzo bliska, potem zraniła go do żywego, a teraz wróciła i na siłę próbuje wszystko naprawić. Dziwnie się czuł, siedząc obok niej w kompletnej ciszy. Jak mogli teraz tak po prostu rozmawiać o wszystkim i niczym? Rel najwyraźniej nie zamierzał im pomóc, zaczynając jakiś temat- chociażby tak durny jak nowe chwyty na gitarę. Zawsze miał coś do powiedzenia, a teraz, jak na złość, milczał.
- Rel, patrz na drogę!- Wyrwał go nagle z zamyślenia krzyk Sam.
Zapiszczały opony, samochód obrócił się wokół własnej osi i mimo oporu ze strony hamulców, nadal zmierzał w stronę innego auta.
- Cholera!- Wrzasnął Rel, próbując zapanować nad kierownicą.
- Wrzuć wsteczny!- Nakazał Felix, próbując przekrzyczeć spanikowaną Sam. Jednak w tej samej chwili uderzyli w bok drugiego pojazdu. Szyba od strony Sam i Rela rozsypała się w drobny mak, powstało spore wgniecenie. Otworzyły się poduszki powietrzne, ale tylko pogorszyły sprawę, uderzając w twarze pasażerów.
- Felix, Sam!- Wrzasnął Rel, osłaniając się przed lecącymi na niego odłamkami szkła i karoserii.- Cholera!
Po chwili odsłonił twarz i spojrzał na leżącą obok dziewczynę. Była nieprzytomna i krwawiła. Szarpnął jej ramię.
- Sam, Sam, słyszysz mnie?!
Obrócił jej głowę w swoją stronę. Od czoła spływał z niej strumień krwi, gdzieniegdzie odłamki szkła tkwiły w jej ciele. Felix był przytomny, ale także pokaleczony.
Dopiero po kilku sekundach dotarło do niego, że powinien zadzwonić pod 911.
- Pomoc została już wezwana.- Usłyszał nagle głos jakiegoś mężczyzny.- Wyjdźcie z samochodu chłopcy.
Zrobili, jak im nakazał. Po paru minutach dało się słyszeć dźwięk syren.
- Felix?
Rel zapalił światło w sali szpitalnej. Felix siedział przy łóżku Sam. Nawet się nie poruszył.
- Felix.- Powtórzył.- Wszystko w porządku?
Po chwili milczenia, chłopak odwrócił się do Rela twarzą i powiedział:
- Mogłeś nas zabić.
- Fel...
- Mogłeś nas zabić.- Stwierdził ponownie,tym razem głośniej.- Sam jest nieprzytomna, ja odchodzę od zmysłów, a ty pytasz mnie czy wszystko w porządku?
- Nie wiem jak to się stało... ja...
- Powinieneś już pójść.
- Felix, przepraszam. Przecież nie zrobiłem tego specjalnie.
- Nie chcę tego teraz słuchać. Wyjdź.
Chłopak skinął głową, poczym powoli opuścił pomieszczenie. Felix spojrzał na twarz Samanthy i spytał sam siebie czy zdoła zapomnieć. I czy zdołałby wybaczyć sobie, że nie chciał się do niej zbliżyć, jeśli ona umrze.
Jeśli umrze...
Jeśli umrze.
- Ona nie może umrzeć.- Szepnął, poczym delikatnie chwycił jej dłoń.

Nadeszła noc, ale nie przyniosła ze sobą snu. Księżyc świecił jasno, ale nie potrafił oświetlić umysłu. Sowa huczała zanadto głośno, ale nie potrafiła podsunąć odpowiedzi.
Charlotte patrzyła na to wszystko, bijąc się z myślami. Tęskniła za Relem, ale bała się wrócić, w razie gdyby miała stracić i jego. Nie była pewna czy da radę po tak krótkim czasie. Miliony pytań, żadnej odpowiedzi. Długo leżała, wpatrując się w sufit i wsłuchując we własny oddech. Nagle jednak przypomniała sobie stare powiedzenie mówiące, że to czego potrzebujemy najbardziej, jest tuż obok. Stwierdziła, że można to odnieść także do poszukiwanej odpowiedzi. Po jeszcze kilku minutach rozmyślań, zapaliła lampkę nocną. Rozejrzała się po pokoju, choć uznała swój tok myślenia za płytki.
"Pewnie wzięłam słowa "tuż obok" za dosłownie."- poymślała i już chciała się położyć, gdy jej wzrok padł na tablicę korkową.
So love people who are still with you. Love them and let them love you. Cause you never know who will be next.
"No jasne..."
Słowa wypisane na kolorowej kartce były jak cudowne olśnienie i faktycznie- odpowiedź cały czas była blisko.
Niech to wszyscy diabli, jeśli się zawiodę...
- Felix??
Słysząc głos Sam, natychmiast otworzył oczy.
- Jestem tutaj.- Szepnął, ściskając jej dłoń.
- Strasznie mi przykro...
Spojrzał jej w oczy. Po jej policzku spłynęło kilka łez.
- Felix, tak bardzo za tobą tęsknię. Nie wiem jak dużo czasu potrzebujesz, ale na pewno zaczekam. Nie zepsuję tego, nie tym razem.
Chłopak pochylił się nad Sam i pocałował ją.
- Kocham Cię.- Wyznał.- Nadal. Ale racja, musisz dać mi czas.
To powiedziawszy, raz jeszcze ścisnął jej dłoń, poczym cicho opuścił salę.
Cześć, tu Felix, jak widać nie mogę teraz odebrać, ale jeśli nie chodzi o szkolny chór, zostaw mi wiadomość.- Hej, to ja.- Powiedział Rel.- Jak długo masz zamiar się do mnie nie odzywać? Na prawdę nie chciałem nikogo zranić, zrozum. Oddzwoń albo odbierz.
To była już druga wiadomość, jaką zostawił na jego poczcie głosowej. Felix jednak najwyraźniej nie miał ochoty z nim rozmawiać. Tylko co mógł zrobić poza przeprosinami? Poczucie winy w zupełności mu wystarczało.
Wieczorem nadal nie miał odpowiedzi. Postanowił na razie dać sobie spokój i rzucił telefon na łóżko, zanim nacisnął zieloną słuchawkę. Nie miał ochoty ani siły na naukę. Włączył sobie jakiś zapomniany horror i starał się na chwilę oderwać od rzeczywistości.
Jak to jest, że jedna chwila może wszystko zniszczyć? Dlaczego nie można cofnąć czasu? Czy moment słabości musi oznaczać potępienie? Ludzie wiedzą, że są dla ciebie bliscy i wiedzą, że nie działałeś specjalnie na ich szkodę, ale mimo to odwracają się od ciebie- przynajmniej na jakiś czas. A ty bijesz się z myślami, pukając od drzwi do drzwi. Każde zamykają ci przed nosem. Tak wypada? Czy tak czują? Czy chcą wybaczyć ale nie uważają tego za stosowne? Dlaczego ludzie tworzą czasem niepotrzebne bariery? Nikt nie chce odsuwać od siebie przyjaciół. Nikt nie chce by jeden błąd wszystko skreślił. Każdy z nas potrzebuje drugiej szansy, nie każdy na nią zasługuje ale dlaczego czasem nawet gdy chcemy się zmienić i żałujemy, zostajemy odrzuceni na straconą pozycję?
Ledwo skupiał się na filmie, myśli krążące w jego głowie powoli go od niego odciągały. W końcu wyłączył komputer i położył się na łóżku, dając się wciągnąć w świat pytań. Chyba nigdy wcześniej nie czuł się bardziej samotny i nigdy wcześniej tak nie żałował przebiegu paru sekund. Dlaczego chwycił wtedy kierownicę tak, a nie inaczej?Dlaczego bardziej nie skupił się na jeździe? Dlaczego pozwolił na to, by ktoś wylądował w szpitalu? Odpowiedzialnośc za ten wypadek strasznie na nim ciążyła. Sam nie miała zamiaru wnosić na niego oskarżenia i to był jedyny plus całej tej sprawy. Był u niej w szpitalu, ale wyrzuty sumienia nie pozwoliły mu na więcej niż dwie wizyty.
Na chwilę uciszył wszystkie swoje myśli. Cisza jaka zapadła po ucichnięciu tych wszystkich głosów była niezwykle przyjemna. Wsłuchiwał się w bicie swojego serca. Nagle jednak znów coś usłyszał i już chciał zacząć ponownie odganiać głosy ze swojej głowy, gdy zorientował się, że to dzwonek do drzwi.
- Felix. To na pewno Felix.- pomyślał od razu.- Nareszcie.
Szybko zbiegł na dół i nawet nie wyglądając przez szybkę na zewnątrz, otworzył drzwi. W tym samym momencie wszystkie słowa gdzieś uciekły. Poza jednym.
- Charlotte.- Szepnął
- Rel...Ja... wróciłam.
- Co ty tu robisz?
- Tęskniłam... Przepraszam, na prawdę strasznie przepraszam. Pogubiłam się ale to nie oznacza, że już cię nie kocham. Myślałam o tobie przez cały czas tylko bałam się wrócić bo... obawiałam się, że i ciebie stracę a tego bym już nie przeżyła...Rel, wybacz mi. Zdałam sobie sprawę, że muszę poświęcić ci czas, muszę tu być, dopóki mogę.
Nie wiedział co powiedzieć. Dziewczyna dodała, cytując:
- So love people who are still with you. Love them and let them love you. Cause you never know who will be next.
- I teraz chcesz żebym cię przytulił, pocieszył i przebaczył po minucie rozmowy?- Zapytał w końcu.
- Nie...- Załkała.- Ty dałeś mi czas, teraz ja dam go tobie. Zależy mi...
Stał tam i patrzył jak dziewczyna, którą kocha płacze pod jego drzwiami i serce mu się krajało, ale nie mógł nic zrobić. Czuł niewidzialną blokadę, która nie pozwalała mu jej objąć, okazać czułości.
Czy chcą wybaczyć ale nie uważają tego za stosowne? Dlaczego ludzie tworzą czasem niepotrzebne bariery? Nikt nie chce odsuwać od siebie przyjaciół. Nikt nie chce by jeden błąd wszystko skreślił. Każdy z nas potrzebuje drugiej szansy, nie każdy na nią zasługuje ale dlaczego czasem nawet gdy chcemy się zmienić i żałujemy, zostajemy odrzuceni na straconą pozycję?
Jego myśli wróciły nagle i spadły na niego jak grom z jasnego nieba, jak zarzut. I wtedy to zrobił. Przekroczył próg i przytulił Charlotte. Stali tak parę minut, aż w końcu powiedziała:
- Pójdziesz ze mną na cmentarz?
Spojrzał jej w oczy. Malowała się w nich chęć stawienia czoła rzeczywistości, chęć ponownego czerpania życia garściami.
- Tak.- Powiedział.
- Nie byłam na jej pogrzebie. Nie potrafiłam...
- Rozumiem.
- Teraz tego potrzebuję.
Położył jej walizki w hallu i zamknął drzwi na klucz. W połowie drogi zaskoczyła ich ulewa, jednak nie wrócili się. Rel zdawał sobie sprawę, że ona musi zrobić to teraz. W tym momencie musi wyjść wszystkiemu na przeciw. Wziął ją za rękę.
- Każdy z nas potrzebuje drugiej szansy.- Powiedział i poczuł, jak dziewczyna oddaje uścisk. Resztę drogi przebiegli.
Sam czekała kilka dni na ponowne pojawienie się Felixa. Gdy pomyślała, że już nie przyjdzie, wszedł do jej sali. Spojrzała na niego wyczekująco.
- Sam, nie mogę. Przykro mi.
Jej głowa mimowolnie opadła na poduszkę.
- Felix...
- Wyjeżdżam na jakiś czas do wuja. Za dużo na mnie spadło. Nie potrafię tak.
- Każdy potrzebuje drugiej szansy...- Szepnęła.
- Ja potrzebuję czasu.- Uciął.- Pójdę już.
Minęło parę sekund i już go nie było. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
Dlaczego nie można cofnąć czasu?
Nikt nie chce by jeden błąd wszystko skreślił.
Każdy potrzebuje drugiej szansy...

- Wróci.- Usłyszała niedługo głos Rela.
Chłopak podszedł do jej łóżka.
- Rozmawiałem z nim właśnie. Przemyśli to i wróci, zobaczysz.
Spróbowała uśmiechnąć się przez łzy.
- Tak jak ja wróciłam.
Podniosła głowę i ujrzała Charlotte. Na chwilę zaniemówiła, nie spodziewała się, że jej przyjaciółka zjawi się tak wszybko. Dziewczyna podeszła do niej i przytuliła ją.
- Wszystko będzie dobrze, Sam.
- Cieszę się, że jesteś...



Goodheart. 6/10/2009 17:41:08 [Powrót] Komentuj



podpisuję się pod tym, żeby robić jakieś przerywniki, kiedy zmieniasz "czasy" i "miejsca". Nicy kursywa powinna wystarczyć, ale... jeśli chodzi o łatwość i przejrzystość tekstu, to taki enter, albo jeszcze jakieś
***
byłoby mile widziane.

Co do tego wszystkiego - jakoś szybko mi przeleciało to czytanie i w sumie trudno mi skomentować. Było dobre, poprawne, chociaż szczerze mówiąc nie wielce zachwycające. Coś co mi się bardziej spodobało to ten cytat o tym, żeby kochać bla bla bla, który przewinął się ze 3 razy. Fajnie wykorzystany tekst i motyw przewodni dla opowiadania.
Jaki jest WEDŁUG MNIE poważny minus tego tekstu? To, że równie dobrze bohaterowie mogliby się nazywać Karol, Wojtek, Justyna i Ania. Osadzenie bohaterów w zagranicznym świecie jest... no trudno mi to powiedzieć... To wszystko mogło dziać się w Ameryce ale i równie dobrze w Polsce xD

Napisz mi kiedyś, skąd ten tekst o kochaniu xD
kurzaj 10/10/2009 00:03:20
admv74.neoplus.adsl.tpnet.pl | brak www IP: 79.185.51.74

Naprawdę świetnie dobrane wydarzenia. Jednak nieco dezorientujące jest to, że przy przenoszeniu czytelnika z miejsca na miejsce (np. od rozmowy Felixa z Relem do przemyślen Charlotte) nie stosujesz żadnego przerywnika. Choćby enter sprawiłby, że czytałoby się dużo wygodniej.
Niemniej, opowiadanie zrobiło na mnie duże wrażenie i byłabym wdzięczna, gdybyś zechciała poinformować mnie, gdy coś jeszcze tu umieścisz^^
Pozdrawiam^^
niespokojna 6/10/2009 18:53:44
staticline50143.toya.net.pl | brak www IP: 77.237.0.144

zbierałem szczękę z podłogi przez kilka minut jak na gościa któremu czytanie idzie opornie wciągnęło mnie w całości. bardzo mi się podobało :)
gruby czarny kot ;p 6/10/2009 18:02:48
213-238-89-159.adsl.inetia.pl | brak www IP: 213.238.89.159