Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Duma kontra ambicje

Duma kontra ambicje

Opowiadania przez jakiś czas nie było na blogu bo zgłosiłam go na konkurs a warunkiem był brak wcześniejszej publikacji. Nie wiem czy chodzilo o blogi, nieważne, raczej nie poszedł więc wraca tu.Wklejam też komentarze, które pod nim zamieściliście. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
----------------------------------
Z głośników popłynął utwór Nirvany. Po kilku sekundach dało się słyszeć charakterystyczny, zachrypnięty głos Kurta Cobaina. Instrumenty wygrywające melodię utworu w wersji unplugged spowiły pomieszczenie melanholią i pozornie niezachwianym spokojem. Głośność ustawiona na połowę regulatora nie przytłaczała, lecz sprawiała, że melodia idealnie współgrała z półmrokiem panującym w pokoju. Tylko jedno miejsce było silnie oświetlone przez kilka lamp- fragment ściany, na którym widniał niedokończony obraz przedstawiający tygrysa. Niewątpliwie najbardziej rzucał się w oczy. Dopiero po chwili okazywało się, że jest tam jeszcze ktoś- młoda, jasnowłosa dziewczyna z pędzlem w ręce. Ubrana w przetarte dżinsy i flanelową koszulę, co jakiś czas przerywała pracę i przez kilka minut kontemplowała wszystkie elementy malowidła, jakie udało jej się do tej pory stworzyć. Zwracała uwagę na każdy detal, na każdy odcień i na fakt, czy ze sobą współgrały. Zdarzało się, że musiała coś nieco rozjaśnić albo przyciemnić zanim świeżo nałożona farba wyschnie.

Kolejna piosenka dobiegła końca i na chwilę zapadła całkowita cisza. Dziewczyna zatrzymała płytę, poczym włączyła główne światło. Przerwa między utworami była dla niej momentem, w którym miała okazję na chwilę wrócić na ziemię, załatwić kilka innych spraw. Malowanie było dla niej jak uniesienie, a muzyka była bardzo ważnym dodatkiem do pracy. Nie wyobrażała sobie jak mogłaby przerwać w połowie utworu. To byłby zdecydowanie zbyt brutalne. Wena często przychodziła lub nasilała się, gdy stworzyła odpowiedni nastrój w miejscu pracy. Gdyby zburzyła go tak niespodziewanie, natchnienie rozleciałoby się jak domek z kart, tylko trochę szybciej.

Tym razem także musiała na chwilę opuścić swój mały raj. Telefon dzwonił już parę razy, a że zapomniała go wyciszyć, przeszkadzał jej w tworzeniu tygrysa. Postanowiła więc szybko znaleźć małego potwora, załatwić co trzeba i powrócić do malowania. Po przemierzeniu pokoju dwa razy, w końcu zajrzała pod łóżko i tam też go znalazła. Dwa nieodczytane SMSy i dwa nieodebrane połączenia. Niechętnie otworzyła wiadomości i tak samo niechętnie je przeczytała.
Laur, co jest?? Obiecałaś, że się odezwiesz jak skończysz tego durnego lwa. Ile jeszcze??
Nienawidziła jak jej chłopak nazywał ją Laur, imię Laurie zawsze jej odpowiadało i nie cierpiała zdrobnień. Mimo, że powtarzała mu to dwa miliardy razy, widać wciąż nie zapamiętał. Tak samo nie cierpiała tego, że nie chciał zaakceptować jej zamiłowania. Ciągle tylko narzekał, że to żadna sztuka tylko "głupie mazanie". Tak, w końcu piłka nożna to prawdziwy artyzm...
Ale mnie olałaś... Daj spokój, takich jak ty jest wiele. I tak mamy za dużo malarzy, kurde. Wpadłbym ale pewnie śmierdzi u ciebie farbą. Wbijaj do mnie.
Poczuła się jakby ktoś wylał jej wrzątek na twarz. Coś zagotowało jej się w środku i nieprzyjemne ciepło rozlało się po jej całym ciele. Jak zwykle dała się ponieść emocjom. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła było wykręcenie numeru do Josha. Gdy odebrał, zaczęła mówić, nie dając mu dojść do słowa.

- Wiesz co? Może jestem malarką jakich wiele, ale za to ty jesteś jedyny w swoim rodzaju bo NIE MA WIĘKSZEGO EGOISTY NA TYM ŚWIECIE!
- Co cię ugryzło? Wyluzuj, Laur.
- Po pierwsze- nie mów do mnie w ten sposób! Powtarzałam ci to już miliony razy, ale jak widać to dla ciebie zbyt trudne do zapamiętania! Po drugie- nie wyluzuję bo nie mam ku temu powodu, a po trzecie...
- Nie krzycz bo mi uszy rozwali!
- JESTEŚ SKOŃCZONYM DUPKIEM! A niech ci rozwali te uszy, skoro miejsce na mózg jest puste!

Rozłączyła się. Nastrój, który tworzyła przez trzy godziny, prysnął w przeciągu kilku minut bezsensownej kłótni. Wyłączywszy telefon, cisnęła nim z całej siły o łóżko. Urządzenie odbiło się od niego i z głuchym łoskotem spadło na podłogę. Laurie osunęła się plecami po ścianie. Spoglądając na sufit, próbowała odzyskać spokój. Przez chwilę wsłuchiwała się we własny oddech.

- Laurie?- usłyszała nagle. W uchylonych drzwiach stała jej mama.
Nie odpowiedziała. Nie chciało jej się mówić. Kobieta jak zwykle zrozumiała. Powiedziała, że zostawi ją samą. Po kilku sekundach wycofała się i zamknęła drzwi. Dziewczyna zgasiła główne światło, jego jedynym źródłem znów stały się lampy oświetlające malunek tygrysa. Usiadła pod nim. Lampy oświetlały ją jak hollywoodzkie reflektory. Nie pamiętała jednak by kiedykolwiek ktoś był sam na czerwonym dywanie. Ona była. Czuła się niemal tak jakby ktoś napisał na jej czole SAMOTNA.

Następnego dnia wcisnęła do torby wszystkie otrzymane od Josha drobiazgi, które udało jej się znaleźć i podrzuciła mu je przy najbliższej okazji. Czekała na dzień, w którym zdobędzie się na zakończenie związku z największym egoistą, jakiego dotąd spotkała. Wreszcie, gdy oddała się malowaniu tygrysa, poczuła napływ siły, której tak jej brakowało. Nie bała się i nie chciała się bać już nigdy więcej. Bała się gdy pijany Josh ubliżał jej stojąc pod jej oknem, bała się, gdy zostawił ją na imprezie na końcu świata, bała się za każdym razem, gdy prosiła go o opinię w sprawie jakiegoś rysunku bo wiedziała, że zacznie ją obrażać. Mimo to wciąż to robiła. Powtarzała sobie nigdy więcej zbliżając się do niego na korytarzu i nie zawahała się ani przez chwilę. Realizowała plan na ten dzień dokładnie tak jak chciała. Oznajmiając, że to koniec patrzyła mu prosto w oczy, a na koniec dodała:
- Żałuję, że straciłam dla ciebie tyle czasu.

Parę osób, które akurat ich mijało, odwróciło się z ciekawością. Josh mamrotał coś pod nosem, ale ona już nie chciała słuchać. Obróciła się do niego plecami i odeszła. Nie zdawała sobie sprawy, że tak łatwo jest pogodzić się z tym, że nienawidzi kogoś, kogo wcześniej kochała, z kim przeżyła coś dobrego- nawet jeśli to trwało tylko dwa, trzy miesiące. Tylko przez taki okres czasu Josh był na prawdę fantastycznym facetem. Dbał o nią, martwił się, pisał SMSy na dzień dobry i dobranoc, przynosił kwiaty. Jednak gdy zobaczył jaki ma do niego stosunek, przestał się starać, a zaczął brać za pewniaka. Niewiadomo gdzie zniknęło całe zaangażowanie. Nie znała przepisu na szczęśliwy związek z tym chłopakiem, który mógłby potrwać dłużej. Nie wiedziała czy w ogóle taki istnieje i straciła ochotę na to, by się dowiedzieć. Tyle czasu dawała sobą pomiatać, momentami nawet wierzyła, że będzie lepiej. Jej napływ siły, która pojawiła się tak znienacka, mógł się wydawać nienaturalny. Ona sama była tym zdziwiona, ale na pewno nie rozczarowana.

Nabrała na pędzel trochę białej farby, poczym poprawiła tygrysie wąsy. Był już prawie gotowy. Został jeszcze ogon, pazury i tło. Przez chwilę jedynie wpatrywała się w malowidło, sprawiając wrażenie jakby po prostu je podziwiała. Tak na prawdę układała w głowie plan. Zdecydowała się zacząć od ogona, następnie przejść do pazurów. Tło zaplanowała na sam koniec. Na razie oprócz tygrysa, namalowała także trawę na której stał. Do tego przyda się kilka innych roślin. Powoli, ze skupieniem, zaczęła wprowadzać swój plan w życie. Malowanie, a właściwie wypełnianie ogona kolorem sprawiło jej taką samą radość jak reszta ciała zwierzęcia. Uwielbiała pomarańczowy, podobał jej się na jej ścianie, więc przyjemnie się jej patrzyło jak kolejny skrawek przestrzeni pokrywa się tymże kolorem.

Po kilku godzinach skończyła malowanie, jakiś czas później obraz całkiem wysechł, więc można było podziwiać efekt końcowy. Laurie patrzyła na niego z dumą, stojąc nieruchomo ładnych parę minut. Jej oczy błyszczały jak górujące słońce.
To jest piękne...- pomyślała, a po jej policzku spłynęło kilka łez radości.

- Zanim zaczniemy lekcję mam dla was informację.- Oznajmiła profesor Haggs, zasiadłwszy za biurkiem.
Uczniowie skończyli rozkładanie zeszytów i zrobiło się nieco ciszej.
- Liceum z Upper East Side organizuje konkurs na najlepszy obraz. Do zdobycia są ciekawe nagrody, za pierwsze miejsce oferowany jest druk w Art Magazine, poza tym nagrody rzeczowe. Nagrodzone prace zostaną wystawione w największej galerii w Nowym Jorku.
Kilka osób zaczęło szeptać między sobą i się naradzać. Laurie wiedziała, że jej tygrys musi wystartować.
- Profesor Haggs?- zapytała.
- Słucham, Laurie?
- Czy obrazy na ścianie też się liczą?
- Nie mam pojęcia, nie piszą o tym. Zadzwonię do nich i jutro podam ci szczegółowe informacje.
Dziewczyna skinęła głową. Zawsze marzyła o starcie w tak przestiżowym konkursie. Nauczycielka skończyła temat i przeszła do prowadzenia lekcji, jednak Laurie myślami była na Upper East Side.

Ktoś zapukał cicho trzy razy. Laurie uśmiechnęła się. Wiedziała, że to jej mama. Kobieta szanowała jej zainteresowania, więc na wszelki wypadek nigdy nie wchodziła bez pytania bo wiedziała, że to mogłoby wybić córkę z rytmu. Jeśli usłyszała odpowiedź, wchodziła, jeśli nie, wracała do swoich zajęć. Tym razem usłyszała zdecydowane "wejdź".

- O mój Boże!- Niemal krzyknęła, gdy już znalazła się w środku.
- Nie podoba ci się?- Spytała Laurie, wskazując głową na tygrysa.
- O Boże.- Powtórzyła kobieta.- Wręcz przeciwnie. Jest... niesamowity. To chyba twój najlepszy obraz.
Dziewczyna uśmiechnęła się, poczym dała się uściskać.
- Jestem z ciebie dumna, Laurie.
- A co byś zrobiła jakbyś się dowiedziała, że startuje w konkursie organizowanym przez liceum z Upper East Side?
- TO liceum? W TYM konkursie?
Laurie skinęła głową z uśmiechem.
- Cudownie! Coś mi się zdaje, że będę musiała upiec twoje ulubione ciasto.
- Mamo, jeszcze nie wygrałam.
- Dla mnie owszem.- Powiedziała kobieta, poczym poczochrała jej włosy i wyszła, jednak jej optymizm i przyjazne usposobienie zostały.

Humor dopisywał jej od samego rana. Zapowiadał się dobry dzień. Rzecz jasna dopóki nie wpadła na Josha na korytarzu. Próbowała go zignorować, ale zatrzymał ją niemal siłą, przypierając do szkolnej szafki.
- Odwal się.- Warknęła. W odpowiedzi uzyskała ironiczny uśmieszek.
- Słyszałem, że startujesz w tym konkursie.
- Nie twój interes.
- Jeśli do mnie nie wrócisz, na pewno go nie wygrasz.- Nie mogła uwierzyć, że ktoś, kto tak do niej mówi, mógłby być znów opiekuńczy, czy miły.
- Dobre sobie!- Krzyknęła z oburzeniem, odpychając go.- Zejdź mi z oczu ty bezczelny...
- Moja ciocia jest w komisji.
Zamarła. Czy ten idota zawsze musi znaleźć jakiś sposób, by uprzykrzyć jej życie? Patrzył na nią chwilę, pewien, że tryumfuje. Właściwie to tak było. Gdy odszedł, nogi Laurie jakby przyrosły do ziemi. Poczuła się zagubiona, nagle jakby zabrakło jej siły.

Ciężko było zasnąć. Ciężko było zapomnieć. Ogólnie było ciężko. Była kiepska z angielskiego ale wiedziała co to jest konflikt tragiczny i wiedziała, że z takim przyszło jej się zmierzyć. Jeśli wybierze Josha, jej tygrys będzie miał szansę, jeśli odmówi, nawet nie będzie miała po co go wysyłać na ten konkurs. Duma kontra ambicje. Nakryła głowę poduszką, jakby chcąc uciszyć oszalałe myśli. Uderzyła kilka razy nogami o materac, ale to jej nic nie dało. Nie posunęła się ani o krok w podejmowaniu decyzji.
Moja ciocia jest w komisji.
Moja ciocia jest w komisji.


Miała ochotę krzyczeć, kopać, tupać, a przede wszystkim porządnie mu dokopać. Na prawdę zależało jej na pokazaniu tego obrazu.
- Josh?

Chłopak odwrócił się. Na jego twarzy widniał wredny uśmieszek. Miał taką satysfakcję, że gdy tylko go zobaczyła, zmieniła zdanie. Ktoś taki jak on nie może nią manipulować, nawet jeśli sprawa nie dotyczyłaby obrazu, a majątku Chin. Obiecała sobie, że nie będzie się bała i postanowiła trzymać się tego postanowienia.
- Możesz się wypchać z tym swoim durnym uśmieszkiem, rozumiesz? I ze swoją niedorzeczną propozycją.
Zaskoczyła go. Przez chwilę wyglądał jak zbity pies, następnie próbował jakoś nadrobić miną, ale to już nie miało dla niej najmniejszego znaczenia.
- Nie wiesz co tracisz.- Powiedział.
- Niczego nie tracę, jeśli masz na myśli siebie.
Znów go zostawiła, odwracając się plecami i unosząc dumnie głowę. Czuła, że nie może przegrać. Jeszcze tego samego dnia zamówiła profesjonalnego fotografa, by wykonał fotografie tygrysa.

Gdy wysyłała maila z załączanymi zdjęciami swojego obrazu, czuła lekki niepokój, ale równocześnie nadzieję i wolę walki. W treści wiadomości wpisała:
Droga Komisjo!
Nazywam się Laurie Kinley, mam siedemnaście lat i jestem z Liceum NY Lively High. Moją opiekunką jest profesor Theresa Haggs. Przesyłam profesjonalne zdjęcia obrazu namalowanego przeze mnie na ścianie mojego pokoju.
PS. Tego dopisku nie powinno tu być ale to dla mnie ważne. Ktoś z mojej szkoły zagroził mi, że jeśli nie spełnię jego warunku, mój obraz nie będzie mial szans w konkursie bo krewny tej osoby zasiada w komisji. Byłabym wdzięczna za sprawiedliwie podejmowane deycyzje.
Pozdrawiam, Laurie


Brzmiało głupio, ale nie przejmowała się tym. Chciała po prostu poznać prawdę. Odpowiedź dostała kilka dni później:

Dziękujemy za Twoją pracę. Nic nam nie wiadomo jakoby krewny kogoś z Twojego liceum zasiadał w komisji.
Pozdrawiamy, Komisja konkursu plastycznego.
Zrobiło jej się na prawdę szczerze żal Josha. Zdziwiła się, że w ogóle nie pomyślała o tym, iż mółgby to wszystko wymyślić. Znała go trochę i teraz pluła sobie w brodę, że prawie dała się nabrać na jego żałosne sztuczki. "Prawie"- powtórzyła sobie w myśli i nagle rozparło ją uczucie dumy. Była dumna z podjętej decyzji. Była dumna z tego, że nie dała się zastraszyć.


Dwa miesiące później pani Haggs wezwała Laurie do siebie.
- O co chodzi?- spytała dziewczyna.
- Pamiętasz konkurs, na który wysłałaś swojego tygrysa?
- Oczywiście!
- Mam dobrą wiadomość- wyróżniono twoją pracę. Gratuluję.

Przez chwilę zastanawiała się, czy Josh kłamał, czy nie. Czy komisja dla niepoznaki wyróżniła jej pracę, aby zatuszować jego wkład w ich decyzję? Czy może byli szczerzy i po prostu uznali, że to inna praca bardziej zasłużyła na pierwszą nagrodę? Rozwiązanie nie było jednoznaczne i zapewne nigdy nie miała się dowiedzieć jak było na prawdę. W końcu uznała, że to nieważne. Najważniejsza była siła, jaką w sobie odkryła dzięki temu, że taka sytuacja w ogóle zaistniała. Nieważne czy dostałaby pierwszą, czy dwudziestą nagrodę, w głębi czuła, że wygrała. Wygrała z Joshem, a przede wszystkim wygrała ze swoimi lękami. Jej zwycięstwo polegało na tym, że zadbała o swój honor, posłuchała serca, nie przekładając nad to wygranej w konkursie. Najważniejsze jest to, jak się zachowuje w trudnych sytuacjach; czy potrafi się pozostać sobą i przestrzegać własnych reguł, pamiętać o właśnych ideałach i moralności. Nie miała powodów do smutku- została wyróżniona w konkursie i już niedługo cały Nowy Jork będzie mógł podziwiać jej pracę w galerii, a do tego odniosła zwycięstwo moralne- o wiele ważniejsze.

I żyła długo i szczęśliwie. Nie potrzebowała księcia, bo książe okazał się być zwykłym parobkiem. Dawała sobie radę sama bo słuchała głosu serca i wiedziała, w co wierzy- w pryzmat uczuć nad materialnością.



Goodheart. 3/01/2010 00:15:17 [Powrót] Komentuj



:) podoba mi się :) trzeba wierzyć w siebie i swoje możliwości nie zwracając uwagi na negatywne opinie innych. jedni to dupki inni nie :) coraz lepiej i wciąż do przodu :D
badum boom 3/01/2010 00:22:51
093105222128.rybnik.vectranet.pl | brak www IP: 93.105.222.128

świetne zapraszam do siebie.
http://abigael.blog4u.pl
abigael 3/01/2010 00:21:45
093105222128.rybnik.vectranet.pl | brak www IP: 93.105.222.128

Naprawde świetne:D I chyba sobie niektóre twoje opowiadania podrukuje i będę czytać:D
:**
Alcarda- wielka fanka1 xD 3/01/2010 00:19:37
093105222128.rybnik.vectranet.pl | brak www IP: 93.105.222.128

Ja również maluję, więc ogarniam, o czym mowa. Sama również tworzę przy muzyce i chyba nie umiałabym bez. Bo bez muzyki świat trochę za bardzo do człowieka dociera.
I uważam, że Laurie i tak zbyt mało nagadała Joshowi przez telefon. W końcu kłótnia też jest sztuką...

Mówią, że od miłości do nienawiści jest bardzo blisko. I coś w tym jest.
W każdym razie opowiadanie niezwykle mi sie podobało :)
Pozdrawiam :)
Niespokojna 3/01/2010 00:17:51
093105222128.rybnik.vectranet.pl | brak www IP: 93.105.222.128

oto kurzajkowy głos sprowadzający na ziemię. Opowiadanie jest... niezłe, ale szczerze powiedziawszy do najlepszych nie należy. Podobał mi się początek, naprawdę zaczynało się dobrze. Kiedy jednak sprawa z Joshem (tak miał chyba na imię) zaczęła się robiąć nieciekawa, uznałam że środek nie zachwyca. Spokojnie, zaraz poprę swoją wypowiedź w miarę logicznym argumentem :D
1. Postać Josha jest chyba nieco... przesadzona. Jest wykreowany na WYBITNIE negatywnego bohatera, co doprowadza nas do pytania:
2. jak normalna osoba, jaką jest Laurie mogła pokochać aż takiego debila? Powiedzmy, mogła być zauroczona, ale kochać? musiałby naprawdę dobrze grać, a jak czytamy - nie jest w tym najlepszy bo od razu bierze się za szantażowanie, co doprowadza nas do kolejnego punktu, czyli
3. Laurie po prostu go nie kochała, bo nie było tu czego kochać xD co nam podważa "od miłości do nienawiści ..."

Po prostu - opowiadanie dobre, początek i zakończenie naprawdę fajne, pomysł dobry - co jest ważne w życiu itd., jedyne co mi psuje to ewidentny podział na stronę dobrą i złą. To jest zbyt oczywiste, że on jest TEN ZŁY. Osobiście nie lubię takiego stawiania jednych po stronie lewej, a innych po prawej, bo uważam że nikt nie jest tylko dobry albo tylko zły xD

Koncepcja dobra, piszesz ładnie, poprawnie. Teraz potrzebuję jeszcze tylko u ciebie REALISTYCZNEJ kreacji bohaterów. Josh wydaje mi się "przesadzony" - ALE to tylko moja opinia, nie sugeruj się nią!!!

Pisz, pisz, pisz i mów kiedy publikujesz xD mam nadzieję że nie wkurzasz się za krytykę, w końcu to pomaga na doskonalenie swojej twórczości xD
Kurzaj 3/01/2010 00:16:40
093105222128.rybnik.vectranet.pl | brak www IP: 93.105.222.128