Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Najbardziej pechowa dziewczyna świata

Najbardziej pechowa dziewczyna świata

Tym, którzy tutaj wchodzą i cokolwiek czytają, bardzo dziękuję. Nie wiem czy w ogóle ktoś jest zainteresowany :D Przed wami moje opowiadanie z marcowego Drugiego Obiegu, w którym motywem przewodnim była ucieczka. Poprzednie numery możecie pobrać w pdfie pod tym adresem: http://chomikuj.pl/drugiobieg.rybnik/Drugi+Obieg+PDF

Miłego czytania. :) Pozdrawiam!

 

             Rok 2030 był rokiem niezwykłym. To właśnie wtedy zaczęli się rodzić ludzie ze zdolnością teleportacji. Fakt ten został odkryty szesnaście lat później gdy pierwsza osoba- chłopak z obecnej stolicy Irlandii Północnej, która obejmowała dawny Belfast, Lisburn i Hillsborough, niespodziewanie zniknął na samym środku zatłoczonej ulicy. W przeciągu kilkunastu sekund znalazł się trzy kilometry dalej. Dwa miesiące później mieszkaniec byłej Wenecji, która przeszła liczne zmiany i została przemianowana na Wenialę, przeżył to samo. Przez następne dwa lata nie odnotowano więcej takich przypadków, stwierdzono więc, że to koniec rewelacji, jednak później pięć kolejnych osób niewytłumaczalnie zmieniło miejsce przebywania. Po 2048 roku zaczęło się na dobre. Większość populacji nie potrafiła się teleportować ale ilość zdolnych do tego wciąż wzrastała i szacowano, że w przeciągu trzydziestu, czterdziestu lat, prawie połowa będzie mogła przenieść się w dowolne miejsce bez użycia środku transportu.
Okazało się, że obdarzeni tą niezwykłą zdolnością, potrafią ją kontrolować. Po dwóch niespodziewanych przeniesieniach, wytwarzała się u nich samokontrola. Wyglądało to trochę jakby organizm urządzał im podróż testową aby mogli się przyzwyczaić, a następnie przekazywał im prawo decydowania gdzie wybiorą się za każdym następnym razem; nikt nie miał więc powodu do niezadowolenia. Nikt, poza jedną osobą. Miała na imię Georgia i pochodziła z Grenlandii. Wyspa została nieodwracalnie zalana w 2038 roku, dziewczyna zamieszkała więc w położonej obok Kanadzie. O tym, że potrafi się teleportować, dowiedziała się gdy miała osiemnaście lat. Odkryła jednak jeszcze jedno- nie była w stanie kontrolować tej umiejętności. Na całym świecie nie żył nikt inny obarczony ów problemem.
Wyglądało na to, że jej umysłowi za bardzo spodobały się podróże próbne.
               Zjawisko teleportacji stało się powszechne, więc siłą rzeczy powstała instytucja zajmująca się jego analizą (to znaczy badaniem wszystkich przypadków w celu odkrycia ewentualnych niedogodności, czy powikłań) i obliczaniem liczby ludzi obdarzonych możliwością najtańszego w historii podróżowania. Instytucja ta nosiła nazwę Międzynarodowego Instytutu Badań nad Teleportacją, w skrócie MIBT i miała swoją siedzibę we wszystkich największych miastach świata ale także w niektórych mniejszych, jeżeli tylko znalazło się miejsce. Georgia trafiła pod opiekę specjalisty z Vancouver, Micka Spice’a.
               - Georgia West, witam serdecznie.- Wysoki na tyle, że musiała podnieść wzrok doktor uścisnął jej dłoń, po czym wskazał fotel na przeciwko swojego biurka.
- Pani problem jest niespotykany.- Oznajmił, porządkując dokumenty leżące na biurku.
- Ekstremalnie niespotykany- sprostowała, usadowiwszy się wygodnie- stanowię jedyny taki przypadek.
- Racja. Proszę mi więc powiedzieć kiedy przytrafiło się to pani pierwszy raz, to znaczy kiedy odkryła pani, że nie ma wpływu na swoją umiejętność.
- Gdy wracałam z imprezy niecałe trzy tygodnie temu. Postanowiłam nie korzystać z żadnego środku transportu bo mieszkam dość blisko tego lokalu. Byłam trochę wstawiona ale gdy zobaczyłam grupkę podejrzanych typków, byłam świadoma, że to nie zwiastuje nic dobrego. Strasznie się wystraszyłam gdy z pobliskiej uliczki wybiegł jeszcze jeden i złapał mnie za ramię. Następnym co zobaczyłam, było kino dwa kilometry dalej.
Doktor skrzętnie odnotował usłyszaną historię. Zadał jeszcze parę pytań, w tym o pozostałe sytuacje, w których nastąpiła niespodziewana teleportacja, jednak dziewczyna miała za sobą tylko dwie. Trudno było coś na tej podstawie dokładnie wywnioskować. Ani na chwilę nie wypuszczał jednak długopisu z dłoni. Niektórzy lubili korzystać z tych samopiszących, które podłączało się do kilku miejsc na czubku głowy, by mogły zapisywać myśli ale on nie przepadał za tymi wynalazkami. Może gdyby nie posiadały kabelków, byłby w stanie je polubić ale obecnie kojarzyły mu się z jakimś przyrządem do przeprowadzania eksperymentów.
               Zanim się rozstali, pobrano obraz części mózgu Georgii odpowiedzialnej za teleportację, który miał się stać podstawą do rozwiązania zagadki. Wykonano też kilka badań, których przebieg szczegółowo wyjaśniał doktor Spice. Georgię niespecjalnie obchodziło jak to zrobią, chciała się po prostu dowiedzieć dlaczego ma największego pecha ze wszystkich ludzi na świecie i jak to naprawić.
               Obudziła się wcześnie rano czując się kompletnie niewypoczęta. W jej pokoju było podejrzanie zimno, czuła się jakby spała na deskach, a nie na nowoczesnym łóżku wodnym z regulowaną temperaturą. Czyżby coś się zepsuło? Nie mogła całkowicie otworzyć zlepionych jeszcze oczu by to sprawdzić bo raziło ją…słońce. SŁOŃCE?! Natychmiast zerwała się do pionu. Wciąż była w pidżamie ale z pewnością nie w swoim pokoju, nie w swoim, ani jakimkolwiek innym domu, czy w ogóle budynku, nawet nie w swoim mieście. Rozejrzała się z przerażeniem. Wokół rosło mnóstwo modyfikowanej kukurydzy, wywnioskowała więc, że wylądowała pod Vancouver na terenie uprawnym, któremu nie nadano żadnej konkretnej nazwy. Wszyscy wyrażali się o nim po prostu pola pod Vancouver.  A więc stała tam, jakkolwiek nazwać to miejsce, całkiem sama i do tego na boso. Wiał lekki wiatr, wstawał nowy dzień, wszystko jakby toczyło się gdzieś obok niej. Wszystko zdawało się ją ignorować. Nawet nie była pewna czy znalazła się niedaleko Vancouver, czy może jednak gdzieś w Eurazji. W tym samym czasie jej przerażona mama jechała na komisariat policji żeby zgłosić zaginięcie córki.
               - Haaloooo!- Krzyczała, chodząc pomiędzy uprawami.- Jest tu ktoś?! Halo!
Była tak wystraszona, że nie potrafiła się zmusić do logicznego myślenia. Od twardego podłoża bolały ją stopy. I coraz bardziej bolała ją głowa. Słońce wzeszło już na dobre i było tego dnia wyjątkowo niełaskawe dla kogoś bez nakrycia głowy błąkającego się po polach. Nagle tak ją zamroczyło, że straciła kontakt z rzeczywistością. W jej otępiałym umyśle zaczęły pojawiać się setki obrazów. Każdy z nich widziała jedynie przez ułamek sekundy, różnorodność kolorów migających w szaleńczym tempie sprawiała jej niemal fizyczny ból. Słyszała też mnóstwo różnych odgłosów. Gdzieś w całym tym szaleństwie plątał się jej własny krzyk. Stała zgięta w pół i krzyczała; krzyczała jakby ktoś próbował rozłupać jej czaszkę i wyszarpać mózg. Jeden z obrazów zatrzymał się na dłużej. To była twarz. Zobaczyła młodą dziewczynę skrzywioną z bólu.
W końcu osunęła się na kolana i zemdlała, a właściwie teleportowała się, na szczęście tym razem do Vancouver. Zbyt oniemiała by skorzystać z super szybkiego metra, ruszyła przed siebie. Ludzie oglądali się z ciekawością na ubraną w pidżamę dziewczynę, idącą na boso. Zdawało się, że nikogo ani niczego nie dostrzega. Nadmiar emocji całkowicie pozbawił ją energii, a niecodzienne przeżycie jakby spauzowało pracę mózgu. W takim stanie znaleźli ją policjanci.
               Następnego dnia musiała pójść do doktora Spice’a i wszystko dokładnie mu opowiedzieć. Wyniki przeprowadzone podczas poprzedniej wizyty były już prawie gotowe ale postanowiono dodać do nich najnowsze fakty i dopiero potem przedstawić całość zainteresowanej. To nastąpiło szybko bo w przeciągu kilku godzin. Po takim okresie czasu doktor Mick zadzwonił do Georgii z informacją, że wyniki czekają na nią w siedzibie.
               - Wyglądało na to, że przyczyną tych niekontrolowanych przeniesień jest lęk – usłyszała – lęk i towarzyszące mu doznania takie jak niepewność, pragnienie ucieczki, ale także poddawanie się i czekanie na najgorsze.
Chciała jakoś skomentować to oznajmienie ale stwierdziła, że doktor chyba jeszcze nie skończył. Domyśliła się, że jest jakieś „ale.”
- Tak wyglądało ale tak nie jest – ciągnął swój wywód specjalista – Georgia… po pełnej analizie przeprowadzonych na tobie badań, nie wykryto u ciebie zdolności teleportacji.
- Jak to nie wykryto?- Zapytała zszokowana.
- Po prostu nie potrafisz tego robić.
- Nie potrafię tego robić?! – Zawołała, zrywając się z fotela. – Proszę pana, ja zmieniam miejsce przebywania bez wcześniejszych zamiarów i chęci, co innego to może być?!
- Georgia, wywołałaś wokół siebie niepotrzebny szum – po tych słowach odniosła wrażenie, że mężczyzna jej nie słucha albo, że przestał jej wierzyć – muszę przyznać, że się nabrałem. Desperacko pragniesz zainteresowania, chcesz być w centrum uwagi ale coś staje ci na drodze. Powinnaś raczej odwiedzić psychologa, ja niewiele mogę w tej sprawie pomóc.
Naprawdę myślał, że to była jakaś dziecinna walka o zainteresowanie.
Że niby uciekłam sobie z domu w środku nocy w pidżamie i bez butów, zmyśliłam historyjkę o polach pod Vancouver, a potem szwędałam się po centrum jak zombie żeby wszyscy myśleli, że przydarzyło mi się coś dziwnego?!- Pomyślała, wychodząc z budynku.  Miała ochotę trzasnąć drzwiami ale w tym nowoczesnym do obrzydzenia świecie większość była automatyczna albo obrotowa. Niech to szlag. Najgorsze było to, że teraz stąpała po bardzo cienkim lodzie. Była zdana na łaskę lub niełaskę swojej teoretycznie nieistniejącej umiejętności, która bardzo skutecznie, jak na coś wymyślonego, uprzykrzała jej życie.
               Przez kolejne dni starała się zachować spokój i trzeźwo myśleć. Uważała, że teoria mówiąca, że na jej dziwne przenoszenie się z miejsca na miejsce ma wpływ strach, jest prawdziwa, mimo, iż Spice wykluczył tą możliwość. Wszystko na to wskazywało, robiła więc co mogła by nie odczuwać lęku. Postanowiła za wszelką cenę rozwiązać zagadkę. Zaczęła od poszukiwań w audiotekach (audiobooki stały się popularniejsze i powszechniejsze niż tradycyjne książki, które stanowiły już tylko niewielką część wyżej wymienionych audiotek) naturalnie w dziale dotyczącym teleportacji. Przejrzała mnóstwo audiobooków, jednak nigdzie nie było wzmianki o jej przypadłości.
               - To ty jesteś tą sławną Georgią?- Właśnie szukała kolejnych „nowoczesnych książek” gdy usłyszała za plecami głos. Nikogo jej nie przypominał. I faktycznie, gdy się odwróciła, zobaczyła niską kobietę w średnim wieku, której nigdy wcześniej nie spotkała. Była ubrana w dziwaczne spodnie w gwiazdy i księżyce, koszulę pokrytą sztucznymi łuskami i schodzone buty w trudnym do opisania kolorze.
- To ja.- Przyznała.
Dziwna nieznajoma bez skrępowania przybliżyła się do niej i szepnęła jej prosto do ucha:
- wiem dlaczego to się z tobą dzieje.
Jej głos był równie dziwny jak wizerunek. Brzmiał nieco skrzekliwie i było w nim coś, co przestraszyło Georgię. Szybko się odsunęła.
- Szczerze w to wątpię – oznajmiła, starając się ukryć zdenerwowanie – proszę mi wybaczyć, trochę się spieszę.
Po tych słowach pobiegła do wyjścia. Nie była pewna czy przestało jej zależeć na poznaniu odpowiedzi czy po prostu nie była gotowa. Czy ta kobieta w ogóle wyglądała na wiarygodną?
Ah, z resztą… wiarygodna czy nie, nikt inny nie zaproponował mi pomocy.- Pomyślała po chwili i zawróciła do audioteki. Na szczęście kobieta jeszcze nie wyszła.
               - Mam bardzo dziwny dar- mówiła pani Anderson, bo tak nazywała się nieznajoma, prowadząc Georgię do salonu – od dziecka rozpoznaję wszelkie elementy nadprzyrodzone. Herbaty?
- Nie, dziękuję.- Z wrażenia nie była w stanie niczego przełknąć.
Usiadły w niewielkim, schludnie urządzonym pomieszczeniu z dużymi oknami. Na starannie wypolerowanych półkach stała fantazyjna porcelanowa zastawa oraz różnorakie szklanki i kieliszki. Było też trochę nowoczesnych sprzętów takich jak robot do sprzątania, czy telewizor 5D z samoczyszczącym się DVD. Georgia wyobrażała sobie, że wnętrze domu wygląda zupełnie inaczej, staromodniej. Może jakieś talizmany, świece… ale nikt przecież nie pamiętał już o takich rzeczach.
Dziewczyna denerwowała się. Z trudem zdołała opanować emocje, nie chciała tym razem przeteleportować się na inny kontynent. Wzięła głęboki wdech i poczuła, że jej serce nie bije już tak szybko jak przed chwilą.
- Co ma pani na myśli?- Spytała.
- Widzę duchy, czasem w starych budynkach, czasem błąkające się bez celu między ludźmi, czasem mające… hm, powiedzmy, jakiś interes do konkretnej osoby. Są też pola magnetyczne, które różnie wpływają na nastrój, zdarzają się demony…
- Co widzi pani przy mnie? Chodzi za mną jakiś duch? Nie rozumiem co to ma wspólnego z…
- Nie – wpadła jej w słowo – twój przypadek jest inny. Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś takiego. Masz silną psychiczną więź z pewną dziewczyną żyjącą w przeszłości.
- O Boże, czy ona ma ciemne włosy i pociągłą twarz? Czarne oczy?
- Dokładnie tak.
- Widziałam ją gdy przeniosłam się na pola pod Vancouver. Strasznie bolała mnie głowa, nagle przed oczami zaczęły mi migać jakieś obrazy, na końcu była jej twarz. Krzyczała z bólu. Ale nie rozumiem, jak to więź?
- Wygląda na to, że zaszła pewna… pomyłka. To ty miałaś urodzić się dziewięćdziesiąt lat temu, a ona w 2030 roku. Stało się, jak widać, inaczej. To zaburzyło wasze życia. Silnie na siebie oddziałujecie bo oboje nie lubicie czasów w których żyjecie. Chcecie uciec, a to sprawia, że się przenosicie. Ta dziwna energia między wami próbuje zamienić was miejscami. Wykorzystuje momenty w których jesteście osłabione psychicznie.
- Na razie najdalej gdzie się znalazłam to pola pod Vancouver.
- Zaczęło się w miarę spokojnie ale za jakiś czas możesz obudzić się w jakimś niebezpiecznym miejscu. Może minąć sporo czasu zanim zostaniesz przeniesiona do przeszłości. A raczej twój umysł.
Pani Anderson wytłumaczyła przebieg procesu. Z czasem Georgia i tajemnicza dziewczyna mieli znaleźć się w jednym miejscu gdzie nastąpiłaby zamiana ciał. Potem już bez dodatkowych przystanków trafiłyby do właściwych dla siebie czasów.
Georgia faktycznie nie pałała wielką miłością do współczesnego świata ale starała się nie zamęczać bo i tak nic by z tego nie wynikło. Nie mogła przecież wybrać sobie miejsca i roku urodzenia. Tak przynajmniej myślała.
Lata 70 wydawały jej się zamierzchłą przeszłością. A to właśnie wtedy było jej dane przyjść na świat. Jak to się stało, że zamieniła się z kimś rolami? Najbardziej zdumiewający dla niej był fakt, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość były paralelne. Wiele zdarzeń miało miejsce na raz. Zawsze myślała, że przyszłość dopiero nastąpi, a przeszłości po prostu już nie ma. Nie rozumiała jak to jest możliwe. Przeszukała Internet ale nie znalazła wyczerpujących wypowiedzi na ten temat. Zajęła się więc czytaniem o erze hipisów- obrała sobie taką nazwę bo to hipisi zainteresowali ją najbardziej. Byli kolorowi, beztroscy i… grali dobrą muzykę. Była coraz bardziej zachwycona. Spędziła całą noc przeglądając każdą stronę Internetową dotyczącą lat 70-79, a także późniejszych w jakich miała dojrzewać. Czuła, że to świat do którego należy.
Jedynym co robiła całymi dniami było szukanie informacji i zagłębianie się w rzeczywistość, w której mogła się znaleźć. Zamykała się w swoim pokoju i była w stanie nie jeść ani nie pić przez długi czas, zupełnie jakby żywiła się marzeniami o lepszym życiu. Jej rodzice byli bardzo zmartwieni, próbowali dostać się do środka i porozmawiać ale bez skutku. Jedyną dobrą wiadomością było to, że ich córka przestała znikać. Jednak pewnego ranka nie zastali jej w łóżku i od razu pomyśleli, że to się znów stało. Natychmiast więc postawili na nogi policję, ktoś musiał przecież odnaleźć zaginioną Georgię, która tak naprawdę wcale nie zaginęła. Poszła wcześnie rano do pani Anderson by dokonać zamiany ról.
Pukała do drzwi dobrych parę minut ale bez odezwu. Czyżby było jeszcze za wcześnie? Ale przecież właśnie o tej porze się umówiły… Zapukała jeszcze kilka razy, aż wreszcie nacisnęła na klamkę. Tak robili we wszystkich filmach i zawsze drzwi okazywały się otwarte. Niepotrzebnie się jednak łudziła. To była tylko szara rzeczywistość, w której drzwi zawsze były zamknięte, ludzie bezbarwni, a jedzenie miało sztuczny smak. Postanowiła obejść dom, może kobieta jeszcze spała i wystarczyło zapukać do okna jej sypialni? Georgia zajrzała do środka i zauważyła ją leżącą w łóżku ale gdy zaczęła pukać w okno, nie doczekała się żadnej reakcji.
- Pani Anderson! Pani Anderson!
Niecierpliwiła się. Tyle naczytała się o swoim przyszłym lepszym świecie, że nie mogła tak sobie po prostu stać pod drzwiami i grzecznie czekać. Nie było na to czasu, to musiało się stać zaraz, już, natychmiast. Ta leniwa idiotka nie mogła po prostu podnieść dupska i przekręcić klucza w zamku?!
-Otwieraj, ty cholerne babsko! Słyszysz?! OTWIERAJ TE PIEPRZONE DRZWI!
Stała pod domem i wykrzykiwała epitety pod adresem kobiety, która nie żyła od paru godzin.
               - Georgia, powiedz nam, po co tam poszłaś? – Dopytywała się pani West. – Georgia? Co się z tobą dzieje?
Nie odpowiadała na żadne pytania, bełkotała tylko coś pod nosem, coś, że straciła szansę, że coś nie wyszło, o jakiejś dziewczynie z przeszłości. Brzmiała jak wariatka i tak też ją odebrano. Lekarze sugerowali, że coś bardzo źle wpłynęło na psychikę dziewczyny. Nikt nie wierzył w opowiastki o przenoszenie się w przeszłość i że pani Anderson naprawdę była w stanie wskazać zjawiska nadprzyrodzone w codziennym życiu. Uznano, że dziewczyna za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Zaczęło się od wymyślenia historyjki z niekontrolowaną teleportacją, skończyło na jakiejś próbie podróżowania w czasie. Stwierdzono też, że najprawdopodobniej nigdy wcześniej nie rozmawiała z panią Anderson, a jeżeli tak to o czymś zupełnie innym.
- Czegoś jej w życiu brakuje. Prawdopodobnie nie odnajduje się w obecnych czasach.- Powtarzali specjaliści.
Georgia była gdzieś obok tego całego zamieszania. Bardzo przeżyła to, że nie mogła zostać wysłana tam, gdzie jej prawowite miejsce. Całkowicie zamknęła się w sobie, a potem zniknęła po raz kolejny. Gdy odnaleziono ją po kilku dniach, jej stan okazał się jeszcze gorszy. Nie rozumiała niczego co ją otaczało. Była jak pozbawiona własnej woli marionetka, która musi się nauczyć żyć. Zupełnie jakby straciła duszę…
W tym samym czasie dwudziestoletnia Caroline, urodzona w roku 1959 zaczęła, całkiem niespodziewanie, cierpieć na zaburzenia osobowości.
Mówiono, że ma dwie, które ujawniają się na przemian.  
                             




Głosuj (0)

Marta 11/04/2012 19:57:46 [Powrót] Komentuj